May 2010
i znowu nie wiem na co mam zwalać, czy na te pieprzone hormony, czy na stres, czy tak naprawdę nic się nie dzieje, a to tylko wymyślanie…więc skąd ten smutek i poczucie odizolowania od świata? czy to tylko moja wina, że nie pozwalam sobie na życie towarzyskie, bo zawsze jest coś ważniejszego do zrobienia w samotności?